23/12/2014

15. Co mnie irytuje w książkach - edycja dla czytelników

Rany, jak długo mnie tu nie było. Ale święta nadchodzą więc postanowiłam trochę odnowić bloga, coś opublikować, więc czemu nie zacząć od marudzenia? Obiecuję powrócić do regularnego blogowania!

Tym razem narzekam na innych czytelników. Bo czasem widok maltretowanej książki (lub jej historii) sprawia, że mam ochotę rwać włosy z głowy.


Co mnie irytuje w innych książkowych czytelnikach:

1. Kibicowanie jakiemuś bohaterowi tylko dlatego, że aktor grający go w ekranizacji książki jest przystojny (tak, patrzę na Was, fani Zmierzchu).
2. Przeskakiwanie do końca książki i najpierw czytanie ostatniej strony. W takich momentach moja tolerancja naprawdę zanika. Bo jak można w taki sposób odebrać sobie przyjemność stopniowego poznawania historii i jej rozwiązania? Nie rozumiem takiego postępowania.
3. Zaginanie rogów kartek. Zakładką może być choćby papierek. Więc po co niszczyć książkę i grać na nerwach ludziom wrażliwym na ich stan?
4. Zaginanie grzbietów. Wiem, że ciężko jest przeczytać książkę (szczególnie niezwykle grubą) bez zginania grzbietu, ale to się naprawdę da zrobić! I mogę to udowodnić moimi egzemplarzami Gry o Tron.
5. Zostawianie otwartej książki grzbietem do góry - kolejny świetny sposób na zniszczenie grzbietu. Nienawidzę, gdy ktoś tak robi, szczególnie z moimi książkami, ale nawet jak widzę taką książkę porzuconą na stoliku u znajomych, wezmę ją i zamknę uprzednio wkładając coś pomiędzy strony jako zakładkę. Tak, mam problemy z opanowaniem się, jak przychodzi do książek. 
6. Udawanie, że jest się fanem książki tylko dlatego, że obejrzeliśmy film lub serial. Bo skoro widzieliśmy film to znamy bohaterów i fabułę, nie? Niektórzy ludzie po prostu nie rozumieją, że przeczytanie oryginału i obejrzenie filmu to dwa niezwykle różne doświadczenia. Możemy być fanem filmu, ale to automatycznie nie oznacza, że możemy się uważać za fana książki, ok?
7. Udawanie, że wiemy o czym jest książka i wygłaszanie swoich głośnych i obtoczonych niezwykłą pasją opinii na ich temat, bo coś tam usłyszeliśmy od osób trzecich, coś tam przeczytaliśmy w internecie i postanowiliśmy, że mamy wystarczająco informacji, by wyrobić sobie opinię i narzucać ją innym ludziom. Znam takich ludzi i wierzcie mi - to niezwykle irytujące.
8. Nie dokańczanie książek. Z kilku powodów: a) domyślamy się końca i myślimy, że nie potrzeba czytać dalej (sic!); b) porzucamy historię po bardziej emocjonalnym wątku (czy to czymś smutnym, wkurzającym, czy szokującym); c) znudziliśmy się (ta opcja jest bardziej zrozumiała i tolerowana przeze mnie). Opcji "b" szczególnie nie rozumiem. Zawsze uważałam, że jeśli historia nas w jakikolwiek sposób poruszy, to znaczy, że autor zrobił coś dobrze, nie?

Dobra, koniec z tym narzekaniem. Mam nadzieję, że nie uważacie mnie za jakąś obsesyjną wariatkę. Przyrzekam, że nie jestem taka zła na co dzień. Po prostu maltretowanie książek to w moim mniemaniu najgorsza zbrodnia.
A Wy znacie jakieś nieznośne nawyki, zwyczaje u innych czytelników, na które patrzeć nie możecie, bo Was krew zalewa z irytacji?

7 comments:

  1. Ja też nienawidzę zaginania grzbietów, nie toleruję rzucania książkami, zaginania rogów, pisania po nich. Nie mogę patrzeć na niszczenie książek... Jak coś takiego można robić? Poza tym nie uznaję niedokończania książek. Skoro już się ją zaczęło, to trzeba skończyć, nawet jeśli byłaby nudna. Kiedyś czytałam lekturę, bodajże "Zemstę" i natrafiłam w niej na ślady czerwonej szminki. Ktoś sobie całował książkę. Dosłownie. Rozumiem miłość do książek, ale takie coś to już przesada. Tak bezcześcić książkę? Nie rozumiem takiego czegoś. Albo plamy z jedzenia, czy picia na kartkach.... To już tragedia. Może mój komentarz jest nieco nieskładny, ale jak piszę o czymś takim, to aż za dużo przychodzi mi na myśl i takie coś wychodzi :)
    Pozdrawiam i życzę wesołych świąt :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Och totalnie Cię rozumiem! W takich sytuacjach to mnie takie podenerwowanie bierze, że mam słowotok i się dokładnie wysłowić nie mogę xD
      Tak, ślady jedzenia są niezwykle irytujące, bo tylko świadczą o braku szacunku do książki. Ale na szminkę się (na szczęście!) jeszcze nie natrafiłam.
      Również pozdrawiam i wspaniałych świąt życzę!

      Delete
  2. Punkt 2. - można, czasem sama tak robię. Nie z kryminałami, bo wtedy rzeczywiście psuje się sobie wrażenia. Ale z innymi książkami - po pierwsze nie zastanawiamy się "jak to się skończy" a "jak do tego dojdzie", co dalej gwarantuje dobrą zabawę. Pod drugie pozwala określić, czy jest sens dalej książkę czytać. Bo, jak podajesz w punkcie 8., książka może być koszmarnie przewidywalna lub nudna - jaki jest sens czytać ją zatem dalej, skoro jest masa dobrych książek? Do punktu 8. dodałabym jeszcze jeden podpunkt - książka o całkiem ciekawej fabule, ale sposób pisania autora zabija wszystko. Do a) zresztą się nie zgodzę - jak przewiduję, któryś pod rząd ruch bohatera/co się z nim stanie, to nie czytam dalej, chyba ze akurat nie mam nic innego. Po co, skoro nie bawię się dobrze? Żeby odhaczyć kolejną pozycję jako "przeczytaną"? Liczyć, bo może się zdziwię i dalej jest lepiej? Bez sensu. Za krótkie życie, za mało czasu na czytanie czegoś, co najwyraźniej jest gniotem :)
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak jak przerywanie czytania książki jeszcze zrozumiem (bo faktycznie powody są różne), tak czytania ostatniej strony nie potrafię! No ale każdy ma jakieś swoje nawyki ;)
      Z 8a wiem co masz na myśli, ale to wtedy też można podciągnąć po podpunkt 8c. Co ja miałam na myśli, to bardziej to, że myślimy sobie "o nie czytam dalej, bo wiem kto będzie mordercą". A znam takie osoby, które były przekonane, że wiedzą, jak się historia rozwiąże, a wcale tak nie było.
      Dzięki za odwiedziny i komentarz. Wesołych Świąt!

      Delete
  3. Co do 2 - ja czasami tak mam, że nawet wolę wcześniej streszczenie lub zakończenie poznać. Zwykle przy bardzo emocjonalnych książkach. Jak znam fabułę, to się nie stresuję, tylko lekturą cieszę. Ale przy innych książkach - raczej wolę prawie, że nic wcześniej nie wiedzieć.

    Mnie irytuje, gdy ludzie jakiegoś autora wręcz wielbią i nie chcą nawet ewentualnych wad przedyskutować. Idealny i już ;).

    ReplyDelete
    Replies
    1. O tak, znam takie osoby, które złego słowa nie pozwolą powiedzieć na temat konkretnych autorów lub nawet konkretnych książek. Niezwykle irytujący nawyk!

      Delete
  4. A ja tam lubię zaginać rogi :P Właściwie robię to zawsze przy ulubionych fragmentach, bo moim zdaniem wtedy książka nabiera także "mojej duszy". Może za kilkanaście lat ktoś weźmie tę książkę do ręki i będzie się zastanawiał, dlaczego właśnie to miejsce. Dla mnie książki to nie egzemplarze w muzeum, a część nas :D A z resztą się zgadzam ;)

    ReplyDelete