17/05/2014

5. Co mnie irytuje w książkach - edycja dla autorów (cz. 1)

Post jest zbiorem całkiem subiektywnych spostrzeżeń. Z niektórymi punktami możecie się zgodzić, z innymi niekoniecznie, ale na tym właśnie polega osobiste, personalne czytanie dla siebie. Nabieramy nawyków czytelniczych i sami wiemy co nas w książkach irytuje, czego nie możemy znieść w narracji czy dialogu. Więc dajcie mi znać czy też macie jakieś takie momenty w książkach, które działają na Was jak płachta na byka.


No więc zaczynamy. Co mnie irytuje w książkach – winą autora:


1. Używanie obcych języków (szczególnie w dialogach) i nie wyjaśnianie ich znaczenia. Jakby autor zakładał, że każdy typowy czytelnik zna podstawy niemieckiego/hiszpańskiego/łaciny. Nie zdarza się to często, ale gdy się na taki fragment napotykam, to strasznie to odrywa od czytania, bo nie potrafię po prostu tego skrawka dialogu ominąć i czytać dalej. Muszę sprawdzić znaczenie słów, by wiedzieć jak się to ma do odgrywanej sceny.
2. Idiotycznie skomplikowane imiona bohaterów. Jeszcze lepiej, jak ich wymawiania autor w ogóle nie wyjaśni. Ja rozumiem, że staramy się być oryginalni i w ogóle fajni, ale imię protagonisty naprawdę może być proste. Jeśli postać jest dobrze zbudowana i zapamiętywalna, to GWARANTUJĘ, że nawet takie mało oryginalne imię, jak Harry, zapamiętamy i pokochamy.
Ten punkt jest szczególnie popularny w książkach fantasy, gdzie autorzy muszą nam udowodnić, że ich postaci pochodzą z dalekich, egzotycznych krain poprzez danie im trzynastosylabowych imion.
3. Zbyt abstrakcyjne opisy, które często nie mają sensu, a ich zadaniem jest tylko i wyłącznie brzmieć pięknie/poetycko, co dla mnie daje wrażenie zbędnego patosu. Na przykład gdy autor opisuje jakąś postać i stwierdza, że pachniał jak ciepłe promienie słońca. Że co proszę? Jak promienie słońca niby mają pachnieć? Znaczy ja rozumiem, można stwierdzić, że to takie ładne porównanie, że jego zapach ma się kojarzyć z ciepłym, słonecznym dniem czy coś w tym stylu. Ale ja nie znoszę takich dziwnych zabiegów w książkach.
4. Omijanie opisywania bohaterów w początkowych rozdziałach książki. Ja mam tak, że jak czytam i przedstawiona jest nowa postać, ale mi jej autor nie opisze, to automatycznie w mojej głowie tworzy się jej obraz. A jeśli pięć rozdziałów później nagle sobie autor przypomni, że bohaterka miała blond włosy i piegi na nosie, to mnie to niezmiernie irytuje, bo obraz tej bohaterki trudno mi w takim momencie zmienić.
Ten sam problem mam, gdy nagle główny bohater postanawia poważnie zmienić swój wygląd. Jeśli się to zdarza na początku książki, nie ma problemu, ale gdy spędziłam trzysta stron na wyobrażanie sobie postaci w pewien sposób, a potem na początku kolejnego tomu postanawiasz diametralnie to zmienić, to się pogniewamy.
5. Głupie, nie mające sensu wymówki dla okropnych charakterów. Chodzi mi tu o postaci wredne i ogólnie nieprzyjemne. Często zdarza się tak, że po jakimś czasie autor postanowi dać tym działającym na nerwy bohaterom powód, dla którego są tacy, a nie inni. Ale czemu on jest taki zamknięty w sobie, agresywny i wiecznie ironiczny? Ano tak, ciężko mu ufać ludziom, bo został zraniony przez kogoś ileś lat temu, albo bo miał trudne, ciężkie dzieciństwo i stryj się nad nim znęcał. Nie mówię, że te wymówki nie mają pokrycia czy są naiwne albo głupie. Chodzi mi po prostu o te wyjaśnienia, które totalnie nie mają sensu i wyglądają jak wyssane z palca, bo wcześniej na ten temat o postaci nikt nic nie wspominał, a teraz nagle dogodnie pojawia się wymówka, żeby tego niefajnego bohatera czytelnik jakoś polubił czy mu współczuł lub mógł się z nim jakoś utożsamić.


To tylko kilka rzeczy, które irytują mnie w książkach, a zapewniam, że jest ich więcej i wkrótce powrócę z częścią drugą. Ponadto mam też w planach napisać podobne notki z irytującymi mnie elementami w edycji dla czytelników i wydawców. Jeśli ktoś miałby ochotę również pomarudzić, nie krępujcie się wykorzystywać pomysłu na własnych blogach (lub dajcie mi znać w komentarzu co Was irytuje). Chętnie poczytam o Waszych upodobaniach.

13 comments:

  1. Haha, ja mam tak często, że wyobrażam sobie przystojnego bruneta z moich marzeń, a potem się dowiaduję, że jest blondynem. Ehh... Irytujące są także zbędne opisy lub gdy używany jest język zbyt potoczny albo zbyt wzniosły. ;)
    shelf-of-books.blogspot.com

    ReplyDelete
    Replies
    1. Heh, no właśnie tak też bywa, cieszę się, że nie jestem jedyna, która tak ma xD
      Tak, wzniosłe opisy irytują, ale to język potoczny chyba najbardziej mnie potrafi wkurzyć. Szczególnie jak bohaterowie używają bardzo slangowych wyrażeń w dialogach.

      Delete
  2. Z punktem 1 i 4 zgadzam się całkowicie! Bardzo fajna notka. :)
    Pozdrawiam. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No to widzę, że nie jestem sama ;)
      Dzięki bardzo!

      Delete
  3. Nominowałyśmy Cię do zabawy "Jakim jestem czytelnikiem?" mam nadzieję, że weźmiesz udział :) http://literary-land.blogspot.com/2014/05/jakim-jestem-czytelnikiem.html

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jasne, że wezmę udział! Dziękuję ślicznie za nominację ;)

      Delete
  4. hahahah boże to napisałaś dokładnie to co mnie irytuje :D
    super post i blog, będę wpadać częściej ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Heh, cieszę się, że nie tylko ja mam takie dziwne problemy z autorami książek :D Pozdrawiam serdecznie

      Delete
  5. Zgadzam się ze wszystkimi punktami wymienionymi w tej notce, a szczególnie z punktem 2 i 4. :) Również mam tak, że za każdym razem wyobrażam sobie jak dany bohater może wyglądać i irytujące jest to, gdy po jakimś dłuższym czasie czytania autor wplata jakieś zdanie opisujące daną postać, które jest odmienne z moimi wyobrażeniami :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No właśnie! Strasznie irytujące są takie sytuacje. Człowiek już sobie utrwali w wyobraźni wizerunek bohatera a tu nagle bach! autor decyduje, że jednak postać miała długie do pasa, rude włosy i okulary na nosie -.-

      Delete
  6. A ja się z czwartym nie zgadzam. Nienawidzę, kiedy autor zaczyna od opisu głównych postaci. Ile można wtedy zapamiętać? Nienawidzę też suchych opisów - chce poznawać wygląd postaci powoli, dolepiać mu kształt twarzy, oczy, nos, usta, włosy, figurę, ubrania. Wszystko po kolei. Jakby nie patrzeć - z początku pamięta się najmniej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale ja absolutnie nie sugeruję, żeby zaczynać od opisu bohatera. Chodziło mi bardziej o przypadek gdy już naprawdę spory kawał historii się stworzy, a autor nadal nie zdradza żadnych szczegółów wyglądu postaci. Zdarzyło mi się tak właśnie, że o żadnym punkcie wyglądu nie pisano aż jakoś w środku książki, gdy nagle się okazało, że bohaterka była blondynką, podczas gdy ja ją sobie wyobrażałam jako brunetkę, bo wcześniej nic nie sugerowało, by mogło być inaczej.
      Totalnie się z Tobą zgadzam - lepiej stopniowo poznawać wygląd postaci, niż wszystko na raz, ale też lepiej żeby te szczegóły nie pojawiały się dopiero na koniec powieści, nie?
      Dzięki za komentarz i pozdrawiam ;)

      Delete
  7. Szanowna autorko. Rzeczy, na które wskazujesz, wydają mi się dosyć uzasadnione i w dyskusji byłbym skłonny poprzeć Twoje stanowisko i przedstawione argumenty. Nie wiem, czy wiesz, ale rzeczy, na które wskazałaś można zakwalifikować do błędów warsztatowych, a więc jeśli jakiś autor je popełnia, to jest kiepskim lub dopiero rozwijającym się pisarzem. Mnie najbardziej drażnią rzeczy opisane przez Ciebie w punkcie pierwszym, drugim i trzecim. Jeśli chodzi o punkt piąty, to bardzo trudno wymyślić klejącą się wymówkę lub usprawiedliwienie dla złego postępowania bohatera.
    Pozdrawiam

    ReplyDelete